Kreciki

Analogowo

Ostatnio łapię się na tym, że czas umyka mi między palcami… Kiedyś odliczałam dni do piątku, żeby w końcu był już weekend, teraz we wtorek już wiem, że zanim się obejrzę tydzień roboczy zleci i nie załatwię wszystkiego co chciałam, zapomnę o realizacji tysiąca planów i pomysłów. Z początkiem roku postanowiłam prowadzić coś na kształt bullet book’a, ale znając siebie wiedziałam, że w klasycznych wydaniach nie odnajdę tego wszystkiego co jest potrzebne dla mnie. Wpisywane są tam motywatory do stałych działań… Np. Postanowienia, że będę się zdrowo odżywiać, jeść pięć posiłków dziennie, co trzy godziny… realizuję wytrwale od półtora roku, bo to dla mnie zdrowe. Aktywność fizyczna, albo konkretne zestawy ćwiczeń… z Chodakowską czy Mel B, próbowałam jednak mój pies uważa, że każde ćwiczenie wykonywane razem będzie lepsze, więc niestety nie zdaje to egzaminu, ćwiczenia proponowane w zestawach nie należą do tych, które będą budowały to, na czym mnie zależy. Natomiast postanowienia dotyczące zawartości szafy i wyrzucania starych rzeczy, w których nie chodzę realizuję skrupulatnie, co pół roku… Dlatego postanowiłam stworzyć swój własny notatnik, notować plany, postępy, listy zakupów, marzenia do spełnienia, cele na najbliższy rok. Pomysł jest o tyle dobry, że nie mam bzdurnych rzeczy, które mnie nie interesują, nie dotyczą, czy nie mam z nimi problemu. Druga zaleta jest taka, że mogę odhaczać rzeczy, które się udało zrealizować i widzę swój własny progres. To, że z czymś nie zdążyłam, jeszcze się nie udało mnie nie przeraża, nie przytłacza, bo przecież już, nie jeden raz w życiu odkładałam coś na później i wiem, że mam inne priorytety i widzę czarno na białym, na czym się skupiam i to też mnie motywuje…

 

Ale… Mimo, że uwielbiam pisać odręcznie, że liczyłam na mały powrót do rysowania po latach, to niestety codzienność zżera mnie i notes leży odłogiem… Zastąpił go One Note, na pomysł ten wpadł mój chłopak, który stwierdził, że idea jest super, ale u niego musi być elektronicznie. Szukał, myślał aż dostałam zaproszenie do jego notesu w One Note. Trochę ze sobą walczyłam, ale jednak aplikacja w telefonie, który mam zawsze pod ręką i możliwość wpisania od razu do zakładki z listą zakupów rzeczy na obiad, czy potrzebnych do domu jest na tyle prosta i łatwa, że zaczęłam wprowadzać stopniowo pozostałe cele do wersji elektronicznej…

 

I tak się zastanawiam… lubię być analogowa, lubię odciąć się od rzeczywistości, jechać w góry bez zasięgu i zapomnieć o świecie. Lubię pisać listy i kartki i wysyłać je tradycyjną pocztą… ale elektronika i  cyfryzacja weszła już tak głęboko w nasz świat, że zastanawiam się czy jest sens walczyć. Za chwilę recepty mają być wystawiane w formie sms-ów, rozliczenie PIT-ów można wysłać przez Internet, rachunki nawet za prąd dostaję już mailem… Czy szukanie sposobów na powrót do tego co było jest na pewno słuszny? Obecnie panuje moda na posiadane gramofonu, każdy powinien mieć w domu najnowszy telewizor 4K i gramofon na płyty winylowe. Bo dźwięk analogowy jest najlepszy, niepowtarzalny i wyjątkowy… ostatnio usłyszałam od bliskiej osoby, która szukała tego najlepszego gramofonu, że po odsłuchaniu kilku płyt to jednak nie brzmi i że cyfrowy dźwięk już się tak zakorzenił, że tego analogowego nie da się słuchać…

 

Pewnie każdy musi znaleźć siebie w tym świecie, który został zawładnięty nowymi technologiami, ja jednak nadal będę pisała piórem wiecznym i zapalała świeczki, mimo że żarówka i długopis zostały wynalezione dawno temu…

 

Next Post

Previous Post

© 2018 Kreciki

Theme by Anders Norén